Rozdział 11
Podpadam w ciemność. Czuje wszystko dwa raz mocniej. Widze to co on widzi, wyczuwam jego myśli. Pragnienia. Marzenia. I coś co mrozi mi krew w żyłach. Ją. Katherine. Myśli o niej. O długowłosej piękności. Czuje się jakby mnie ktoś kopnął w brzuch. W głowie kłebi się mnóstwo pytań. Czy oni są razem? Czy on ją Kocha? Po co spotkał sie ze mną? Czemu o niej mysli? Na żadne nie znam odpowiedzi. Odskakuje od niego jak oparzona.
- Coś nie tak?- pyta ztroską w oczach
- Nie, wsyztsko dobrze. Ja musze już wracać. Zawieź mnie do domu.
- Ale
- Jack chce do domu. Nie mam czasu. Prosze zawieź mnie- głos mi się załamał
Chlopak nic już nie mówił. Wsiedlismy do auta i w mileczeniu pojechalismy do instytutu.
- Dzięki - burknełam i wysiadłam z auta. Odrazu pobieglam do swojego pokoju.
Czuje się zdradzona, choć nie wiem czemu. Opuszczona choć nie jestem sama. Nie wiem czy ja się w nim zakochałam? Nie sądze. Ale czemu to tak boli. Czuje ogromną zazdrość. Postanawiam wziąść prysznic i spać. Jutro niedziela odpoczne sobie. może.
Wchodze pod prysznic i obmywam ciało ze wszystkich wrażeń. probuje się odrelaksować. Po dłuugim prysznicu wchodze do łóżka. Biore do ręki laptopa. Mam dużo wiadomości od starych znajomych. Nawet od niej. Od mojej niby przyjaciółki. Postanawiam jej nie odpisywać. Zasypiam z myślą że oni nadal pamiętają o mnie.
*********************
Budzi mnie pukanie do drzwi. Otwieram je.
-Carrie !! Czy Ty wiesz która godzina?!
- Tak wiem- śmieje się- czas na obiad a Ty dalej nie wstajesz
- Co? ja .. ja nie wiedziałam
- Ubieraj się szyyybko- zobaczyła że jestem smutna- coś się stało?
-ym co ? nie nic odpowiadam markotnie
- ale ja widze ! no powiedz mi prooosze - uśmiecha się pogodnie i w jednej chwili sądze że moge jej zaufac, a w drugiej sie wacham. W końcu opowiedzialam jej wsyztsko ja Jace'ie i Katherinie a ona słuchala jak oczarowana.
- Oh Camie. Nie bądź smutna. Nie wiem czy oni są razem. Ale ja widze jak on na Ciebie patrzy
- to kłamstwo. On o niej myślał i ja mam dośc tej rozmowy. Ide się ubrać poczekasz?
- Jasne
Zakładam obcisłe rurki i mój ulubiony niebieski top. Maluje delikatnie rzęsy i usta. Wychodząc z lazienki myśle o tym że Jace nie jest tego wart.
**************
Staram się o nim nie myśleć. NIe wychodzi mi to. Ale musze dać rade.
- ej słuchasz mnie?!- wkurzyla się Lucy
- Oj tak przepraszam - odpowiadam zawstydzona
- Eh nie da się z wami gadać, spadam - odpowiada koleżanka
- Carie nie powiedziałas im no nie?- pytam
- Jasne , że nie. Oj
- jakie oj?!!
- On tu idzie! pamietaj bądź niedostepna !!
- Hej Cami
- O hej
- Co tam ? źle się wczoraj czułas że musieliśmy wracac tak wczesnie?
- A nie wiem. Po prostu chciałam wrócić!- patrze na niego ironicznie
- To może dziś się spotkamy?
- Nie mam czasu
wstaje od stolu i odchodze. Żałuje swoich słów, bardzo. Ale niech idze sobie ze swoją dziewczyną. Ja nie mam sily. Może wybiore się dziś do miasta. Sama .
---------------------
jak się poodba? :* :D
hejka przykro mi że z powodu twojego wcześniejszego bloga mam nadzieje że si nie zniechęcisz i będziesz pisać dalej :DD czekam na następną notkę
OdpowiedzUsuńHej ;) ja tez mam taka nadzieje. I będę pisac:) ej podasz mi link do Twojego bloga?
OdpowiedzUsuńspoko jesteś moją najwierniejszą czytelniczką http://w-oczach-tkwi-sila-duszy.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńzapraszam
Dziękuje !;* Ty moją także :)
OdpowiedzUsuń